Osioł się zestarzał i nie mógł już nosić ciężkich worków. Pan chciał go odesłać. Więc osioł wyruszył drogą ku miastu Brema. „Wciąż potrafię robić muzykę” — pomyślał. „Zostanę miejskim muzykantem.”
Po drodze spotkał zmęczonego psa dyszącego przy żywopłocie.
„Jestem za stary do polowania” — westchnął pies. „Pan mnie nie chce.”
„Chodź ze mną” — rzekł osioł. „Będziemy robić muzykę w Bremie.”
Wkrótce znaleźli kota o przygaszonych oczach siedzącego na płocie.
„Nie łapię już myszy jak kiedyś” — rzekł kot. „Mówią, że jestem bezużyteczny.”
„Dołącz do nas” — rzekli osioł i pies. „Trzech muzykantów jest lepszych niż dwóch.”
Niedługo potem kogut smutno piał z furtki.
„Jutro włożą mnie do garnka!” — zawołał.
„Bzdura” — rzekł osioł. „Śpiewaj z nami w Bremie!”
Tak czterej przyjaciele szli razem. Gdy zapadła noc, ujrzeli w lesie światło chatki. W środku siedzieli zbójcy, licząc monety i jedząc wyśmienitą wieczerzę.
„Mam plan” — szepnął osioł.
Stanął przy oknie. Pies wspiął się na jego grzbiet. Kot wspiął się na psa. Kogut wzleciał na sam szczyt. I nagle wszyscy zrobili muzykę — i-ha, hau-hau, miau, kukuryku! — tak głośno, że okno zadrżało.
Zbójcy poderwali się ze strachu i uciekli do lasu, zostawiając wieczerzę i monety.
Zwierzęta weszły do środka, grzecznie zjadły i ułożyły się do snu: osioł na słomie, pies przy drzwiach, kot przy palenisku, kogut na belce.
Późną nocą jeden śmiały zbój wrócił. W ciemności ujrzał świecące oczy kota i wziął je za węgle. Gdy się nachylił, kot podrapał, pies zaszczekał, osioł kopnął, a kogut zapiał z belki. Zbój uciekł na dobre.
Czterech przyjaciół spojrzało na siebie.
„Może wcale nie potrzebujemy Bremy” — rzekł łagodnie osioł. „Mamy ciepły dom, dobre towarzystwo i dość muzyki.”
I tak zostali, śpiewając miękkie piosenki każdego wieczoru — czterej prawdziwi przyjaciele, którzy znaleźli dom.
Koniec.
Na podstawie baśni braci Grimm z domeny publicznej, łagodnie zaadaptowanej na dobranoc.


