Dawno, dawno temu żył sobie przyjazny, mały piesek o imieniu Max. Pewnego słonecznego popołudnia, wędrując po łące, natrafił na pyszny smakołyk — tłustą, pachnącą kość. Aż skakał z radości! Chwycił kość w pysk i ruszył raźnym krokiem, a ogonkiem merdał jak szalony.
Wkrótce dotarł do małego, drewnianego mostku przerzuconego nad lśniącym strumykiem. Stąpając ostrożnie, zerknął w dół i zobaczył coś zaskakującego. W delikatnych zmarszczkach wody ujrzał odbicie innego psa.

Pies wyglądał dokładnie jak Max i, ku jego zdumieniu, trzymał w pysku kość. A ta kość w odbiciu zdawała się jeszcze większa i apetyczniejsza niż kość Maxa!
Max pomyślał: „Oho, tamten pies ma dużo większy przysmak od mojego! Może i ja go zdobędę”. Nie zastanawiając się, rozwarł pysk, by szczeknąć na tamtego psa i spróbować capnąć większą kość.

Ale w tej samej chwili jego własna kość wymknęła się z pyska i — chlup! — wpadła do strumyka. Woda porwała ją w dal, a Max patrzył, jak znikają i kość, i odbicie.
Zrobiło mu się smutno, lecz nauczył się czegoś ważnego: czasem, gdy chcemy więcej, niż mamy, możemy stracić to, co już jest nasze.

Od tego dnia Max umiał cieszyć się swoimi przysmakami i nie gonił już za odbiciami. I tak potruchtał do domu, gotów na przytulną drzemkę, marząc o nowych przygodach, które dopiero miały nadejść.
