Pewna młoda księżniczka uwielbiała bawić się złotą piłką w zamkowym ogrodzie. Podrzucała ją wysoko wśród róż, aż — plusk! — wpadła do głębokiej, czystej studni.
„Och, moja piłka!” — zawołała.
Żaba wyjrzała z wody. „Co mi dasz, jeśli ją wyjmę?” — zapytała przyjaznym kumkaniem.
„Klejnoty, suknie — wszystko!” — rzekła księżniczka.
„Nie chcę klejnotów” — odparła żaba. „Obiecaj, że będę twą towarzyszką: usiądę przy tobie przy wieczerzy, zjem z twojego talerza i pośpię na miękkiej poduszce obok ciebie.”
„Tak, tak” — szybko rzekła księżniczka, myśląc tylko o piłce. Żaba nurknęła głęboko i wkrótce wyniosła złotą piłkę w pyszczku. Księżniczka radośnie ją porwała i pobiegła do zamku, nie oglądając się za siebie.
Wieczorem, gdy siedziała przy wieczerzy z królem, rozległo się miękkie pukanie i cichy głos: „Księżniczko, pamiętaj o obietnicy!”
Żaba wskoczyła po marmurowych schodach. Król łagodnie wysłuchał historii.
„Obietnica to obietnica” — rzekł miękko. „Dotrzymujemy słowa.”
Więc księżniczka postawiła maleńkie krzesełko przy talerzu. Żaba jadła grzecznie i opowiadała o deszczu w ogrodzie i liściach lilii. Na noc zrobiła jej miękkie gniazdko z poduszek. Wciąż czuła niepokój — lecz żaba była cierpliwa i uprzejma.
Przez trzy dni żaba przychodziła jak prawdziwa przyjaciółka. Trzeciego poranka księżniczka znalazła obok poduszek nie żabę, lecz dobrego młodego księcia o jasnych oczach.
„Urok zamienił mnie w żabę” — wyjaśnił — „dopóki ktoś nie dotrzyma obietnicy i nie potraktuje mnie z troską. Twoja dobroć — i uczciwość twego ojca — mnie wyzwoliły.”
Księżniczka uśmiechnęła się, trochę nieśmiało i bardzo radośnie. Zostali dobrymi przyjaciółmi i często spacerowali po ogrodzie, gdzie spadła złota piłka. Czasem siadali jeszcze przy studni i dziękowali czystej wodzie za to, że ich połączyła.
A ilekroć księżniczka składała potem obietnicę, pamiętała miękkie pukanie żaby do drzwi — i dotrzymywała słowa.
Koniec.
Na podstawie baśni braci Grimm z domeny publicznej, łagodnie zaadaptowanej na dobranoc.


