Dawno, dawno temu, w ciepłym, słonecznym lesie, potężny lew uciął sobie spokojną drzemkę w cieniu rozłożystego drzewa. Gdy spał, maleńka myszka mknęła obok, bawiąc się i odkrywając nowe zakątki. Przez nieuwagę wspięła się na grzbiet lwa i przebiegła po nim w tę i z powrotem, łaskocząc jego futro. Lew zerwał się zaskoczony! Delikatną, lecz pewną łapą schwycił myszkę i spojrzał na nią wielkimi, ciekawymi oczami.
— Och, proszę cię, wielki lwie — zapiszczała myszka — nie chciałam cię obudzić. Wypuść mnie, proszę, a nigdy nie zapomnę twojej dobroci. Może i ja kiedyś będę mogła ci pomóc!

Lew cicho się uśmiechnął, rozbawiony myślą, że taka maleńka istota mogłaby mu dopomóc. Ale był dobrym lwem, więc uniósł łapę i puścił myszkę wolno.
Kilka dni później lew przechadzał się po lesie, gdy wpadł w sieć myśliwego. Szarpał się, by się uwolnić, lecz powrozy okazały się zbyt mocne. Wtem mała myszka usłyszała jego ryki i przybiegła co tchu. Drobniutkimi ząbkami gryzła i gryzła, aż sznury pękły.
Lew był wolny! Uśmiechnął się i podziękował swojej maleńkiej przyjaciółce, zrozumiawszy, że nawet najmniejsi potrafią okazać się wielkimi pomocnikami.

