Dawno temu żył kupiec z trzema córkami. Dwie starsze kochały piękne suknie i zabawy. Najmłodsza kochała książki, ogrody i cichą dobroć. Wszyscy nazywali ją Piękną.
Pewnej zimy kupiec stracił statki na morzu. Rodzina opuściła wielki dom i przeniosła się do małej chatki. Piękna pracowała pogodnie. Pieczyła chleb, cerowała ubrania i czytała przy kominku. Siostry westchnęły i narzekały.
Pewnego dnia nadeszła nadzieja: jeden statek mógł być ocalony. Kupiec spakował się do miasta.
„Co wam przywieźć?” — zapytał córki.
„Klejnoty!” — zawołała pierwsza.
„Jedwabne suknie!” — druga.
Piękna uśmiechnęła się. „Jeśli znajdziesz różę, Ojcze, to mnie ucieszy.”
W drodze powrotnej zerwała się śnieżyca. Kupiec zgubił drogę i błądził po ciemnym lesie. Między drzewami zobaczył światła. Odkrył wspaniały zamek z otwartymi bramami i ciepłymi salami. Na stole czekała gotowa wieczerza, choć nikogo nie było widać.
„Dziękuję, dobry gospodarzu” — rzekł i zjadł z wdzięcznością. Przespał się w miękkim łożu i obudził w słońcu.
W ogrodzie ujrzał róże świecące jak aksamit. Wspomniawszy życzenie Pięknej, zerwał jeden kwiat.
Nagle stanął przed nim wielki Bestia — wysoki, owłosiony i groźny z wyglądu, lecz mówiący głębokim, wyraźnym głosem.
„Przywitałem cię jedzeniem i schronieniem” — rzekł Bestia. „A ty kradniesz moją różę?”
Kupiec zadrżał i opowiedział o córce.
Bestia umilkł. „Niech więc Piękna przyjdzie zamiast ciebie” — powiedział. „Jeśli przyjdzie z własnej woli, będziesz wolny. Jeśli nie — wróć sam za trzy miesiące.”
Ze smutkiem kupiec wrócił do domu i powiedział prawdę. Siostry Pięknej głośno płakały. Piękna uścisnęła ojca.
„To ja prosiłam o różę” — rzekła łagodnie. „Pójdę.”
W zamku Piękna najpierw się bała. Lecz niewidzialni słudzy przynosili ciepłe posiłki, miękkie szaty i bibliotekę pełną więcej książek, niż kiedykolwiek marzyła. Każdego wieczoru Bestia przychodził i mówił życzliwie.
„Czy dobrze spałaś?” — pytał.
„Tak, dziękuję” — odpowiadała Piękna.
Spacerowali po ogrodach. Rozmawiali o gwiazdach, bajkach i dobroci. Każdej nocy Bestia pytał miękko: „Piękna, czy wyjdziesz za mnie?”
I każdej nocy Piękna mówiła: „Jesteś moim przyjacielem. Ale jeszcze nie mogę.”
Bestia nigdy się nie gniewał. Tylko smutniał i życzył jej dobrej nocy.
Piękna zaczęła rozumieć, że łagodne serce znaczy więcej niż piękna twarz. Wciąż jednak tęskniła za ojcem. Pewnego wieczoru poprosiła o tydzień w domu.
„Idź” — rzekł Bestia. „Ale jeśli zostaniesz zbyt długo, serce mi pęknie. Weź to lustro. Pokaże ci zamek, gdy zechcesz.”
Piękna obiecała wrócić i pojechała do domu z podarkami. Ojciec płakał z radości. Siostry uśmiechały się z zazdrości.
Minął tydzień. Potem jeszcze dzień. I jeszcze jeden. Siostry błagały, by została. „To tylko Bestia” — mówiły. „Po co się spieszyć?”
Tej nocy Piękna spojrzała w lustro. Ujrzała Bestię leżącego w ogrodzie różanym, słabego i samotnego.

„Och!” — krzyknęła. „Zostałam za długo!”
Pędziła z powrotem do zamku, biegła przez sale i znalazła go wśród róż.
„Bestio! Drogi Bestio, obudź się” — szepnęła, trzymając jego łapę. „Kocham cię. Wyjdę za ciebie.”
Na te słowa miękkie światło wypełniło ogród. Futro Bestii zniknęło. Na jego miejscu stanął młody książę o łagodnych oczach.
„Rzucono na mnie urok” — rzekł — „abym pozostał Bestią, dopóki ktoś nie pokocha mnie za serce. Twoja dobroć mnie wyzwoliła.”
Piękna i książę wzięli ślub w zamku róż. Kupiec mieszkał niedaleko w spokoju. Nawet siostry Pięknej uczyły się powoli, że zazdrość czyni dom zimniejszym niż chatka pełna miłości.
A w ciche wieczory Piękna wciąż czytała w bibliotece — czasem sama, czasem z księciem u boku — podczas gdy róże za oknem kiwały się w świetle księżyca.
Koniec.
Na podstawie baśni Jeanne-Marie Leprince de Beaumont z domeny publicznej, łagodnie zaadaptowanej na dobranoc.

