Dawno, dawno temu żyła sobie dobra, mała dziewczynka o imieniu Kopciuszek. Mieszkała szczęśliwie z kochającą mamą i tatą.

Gdy Kopciuszek miał dziewięć lat, mama bardzo się zmęczyła i musiała odpoczywać w ciszy. Zanim zasnęła na bardzo, bardzo długo, powiedziała do córki: — Moje dziecko, zawsze bądź dobre i cierpliwe, a dobro samo cię odnajdzie.

Niedługo potem ojciec Kopciuszka ożenił się ponownie. Nowa żona miała dwie własne córki. Nie były jednak dobre.
Zrzuciły na Kopciuszka wszystkie domowe prace: zamiatanie podłóg, mycie naczyń i porządkowanie, podczas gdy same odpoczywały i bawiły się.

A jednak Kopciuszek pozostała łagodna i słodka. Wieczorami siadała przy ciepłym kominku; miękki żar sprawiał, że wyglądała, jakby na jej sukience osiadły maleńkie gwiazdki. Tak właśnie przylgnęło do niej imię Kopciuszek.

Pewnego dnia królewski goniec przywiózł radosną wieść: książę urządza w pałacu wielki bal i wszyscy w królestwie są zaproszeni. Przyrodnie siostry trajkotały cały dzień o sukniach i wstążkach. Kopciuszek pomagała im wybierać najpiękniejsze stroje i upinać włosy. Gdy zapytały, czy i ona chciałaby pójść, uśmiechnęła się cicho. — Ach, chyba nie mogę — odparła. Roześmiały się i powiedziały, że do tak wspaniałej zabawy zupełnie nie pasuje.


W wieczór balu Kopciuszek pomachała siostrom, gdy ich powóz potoczył się drogą. Z ciężkim sercem usiadła sama przy ogniu.
Nagle rozległo się delikatne pukanie do drzwi. Za progiem stała starsza kobieta z życzliwym uśmiechem. — Czy mogę wejść i chwilę odpocząć? — zapytała. — Ależ proszę — odrzekł Kopciuszek.
Kobieta spytała, skąd ten smutek. Kopciuszek opowiedziała o balu i o tym, jak bardzo chciałaby pójść, lecz nie ma ani pięknej sukni, ani karetki. Oczy kobiety rozbłysły. — Nie martw się, moje dziecko. Jestem twoją dobrą wróżką i pójdziesz na bal!
Najpierw poprosiła o dużą dynię z ogrodu. Kopciuszek przyniosła ją, a jedno machnięcie różdżki zamieniło dynię w lśniącą złotem karetę. Potem poprosiła o sześć myszy ze spiżarni. Dotknęła je różdżką i stały się sześcioma pięknymi siwymi końmi z błękitnymi wstążkami w grzywach. Następnie poprosiła o dwa szczury ze stajni — z jednego zrobiła zgrabnego postyliona, z drugiego wesołego stangreta. Wreszcie poprosiła o sześć jaszczurek z ogrodowego muru. Jedno skinienie różdżki i przemieniły się w sześciu lokajów w jaskrawych liberiach i złotych kapeluszach.
Kareta i cała służba były gotowe, lecz Kopciuszek wciąż miała na sobie prostą sukienkę. Wróżka uśmiechnęła się, musnęła ją różdżką, a sukienka przemieniła się w srebro i złoto, migoczące jak blask księżyca. Na jej stopach zabłysły dwa delikatne, kryształowe pantofelki. — Pamiętaj — rzekła dobra wróżka — musisz opuścić bal, zanim zegar wybije dwanaście. O północy czar pryśnie.
Kopciuszek przyrzekła, wsiadła do karety i pomknęła do pałacu.
Gdy przybyła, sam książę wyszedł, by ją powitać. Prowadząc ją do sali balowej, sprawił, że wszyscy odwrócili głowy. Była tak piękna, że po sali popłynął szept zachwytu.
Książę tańczył z nią przez cały wieczór. Kopciuszek czuła się, jakby śniła.
Rozmawiała nawet łagodnie z przyrodnimi siostrami, które jej nie poznały, i poczęstowała je słodkimi owocami ze stołu. Gdy zegar zaczął wybijać dwunastą, przypomniała sobie obietnicę. Po cichu wymknęła się i zniknęła w noc, zanim rozległo się ostatnie uderzenie.
W domu podziękowała dobrej wróżce i opowiedziała, jak szczęśliwy to był wieczór. Następnego dnia książę obwieścił, że będzie jeszcze jeden bal i że ma nadzieję, iż tajemnicza dama znów przybędzie.
Znów przyrodnie siostry udały się do pałacu. A dobra wróżka ubrała Kopciuszka w suknię jeszcze piękniejszą niż poprzednio.
Tej nocy książę nie odstępował jej na krok, rozmawiając z nią serdecznie i z radością. Lecz Kopciuszek straciła rachubę czasu. Gdy zegar wybił północ, rzuciła się do ucieczki. Zbiegając po pałacowych schodach, jeden z kryształowych pantofelków zsunął się z jej stopy. Książę podniósł go ostrożnie, postanawiając odnaleźć ją za wszelką cenę.
Następnego dnia książę oświadczył: — Poślubię tę, na której stopę ten kryształowy pantofelek będzie pasował.
Chodził od domu do domu. Wiele panien próbowało, lecz żadnej nie pasował. W końcu dotarł do domu Kopciuszka.
Przyrodnie siostry po kolei usiłowały wcisnąć stopy, ale pantofelek był o wiele za mały. Wtedy Kopciuszek cichutko zapytała: — Czy mogę spróbować?
Siostry roześmiały się, lecz królewski sługa rzekł: — Każda panna powinna otrzymać swoją szansę.
Kopciuszek wsunęła stopę w pantofelek — pasował jak ulał. Potem wyjęła z kieszeni drugi pantofelek i włożyła go na drugą stopę.
W tej chwili ukazała się dobra wróżka i dotknęła różdżką jej sukni. W mgnieniu oka Kopciuszek znów była przybrana w migoczącą, cudowną szatę.
Przyrodnie siostry oniemiały, poznając w niej damę z balu. Padły przed nią na kolana i błagały o wybaczenie. Kopciuszek łagodnie podniosła je i uśmiechnęła się. — Wybaczam wam. Bądźmy przyjaciółkami.
Uszczęśliwiony książę zabrał Kopciuszka do pałacu, gdzie wkrótce się pobrali. Całe życie pozostała dobra i łagodna, a jej ciepłe serce przynosiło szczęście rodzinie i całemu królestwu.
I tak opowieść o Kopciuszku stała się baśnią o dobroci, cierpliwości i spełniających się marzeniach. Koniec.
