Dawno, dawno temu, w małej wiosce otoczonej wysokimi, szemrzącymi drzewami, żyła sobie dobra dziewczynka, którą lubił każdy, kto ją spotkał. Najmocniej ze wszystkich kochała ją jednak babcia, mieszkająca w przytulnej chatce głęboko w lesie. Pewnego dnia babcia podarowała wnuczce piękny czerwony, aksamitny kapturek. Tak jej w nim było do twarzy, że zaczęła go nosić codziennie, i odtąd wszyscy mówili na nią Czerwony Kapturek.
Pewnego słonecznego ranka mama spakowała do koszyka kawałek miękkiego ciasta i butelkę słodkiego soku. — Czerwony Kapturku, babcia czuje się dziś nie najlepiej. Zanieś jej ten koszyk. Idź, zanim słońce przygrzeje, stąpaj ostrożnie i trzymaj się ścieżki. Nie biegnij, bo jeszcze upuścisz koszyk. A kiedy dojdziesz, najpierw powiedz „Dzień dobry”, zanim zrobisz cokolwiek innego.
Czerwony Kapturek skinęła głową i przyrzekła: — Będę bardzo ostrożna, mamusiu. Wzięła koszyk i ruszyła przez las, podśpiewując cichutko.

Chatka babci przycupnęła pod trzema wielkimi dębami, a nieco niżej rosły leszczyny. Idąc ścieżką, dziewczynka podziwiała, jak słońce tańczy na liściach, i słuchała wesołego śpiewu ptaków.
Nagle zza pnia wysunął się wilk. Wyglądał całkiem zwyczajnie: miał puszysty ogon i ciekawskie oczy. Czerwony Kapturek nigdy jeszcze wilka nie spotkała i nie wiedziała, że powinna się go bać. — Dzień dobry, Czerwony Kapturku — przywitał się uprzejmie wilk. — Dziękuję pięknie, panie Wilku — odrzekła. — Dokąd tak rano idziesz? — zapytał, przechylając łeb. — Do babci — powiedział Czerwony Kapturek. — Źle się czuje, więc niosę jej ciasto i sok, żeby jej się trochę polepszyło.

Wilkowi w oczach błysnął chytry pomysł. — A gdzie mieszka twoja babcia? — Niedaleko stąd, trochę dalej, pod trzema wielkimi dębami. Na pewno pan zna — ta chatka, pod którą rosną leszczyny.
Wilk szedł przez chwilę obok niej, układając w głowie plan. Wreszcie rzekł: — Popatrz tylko, jakie tu piękne kwiaty! Czemu by nie zerwać dla babci bukieciku? I posłuchaj, jak słodko śpiewają ptaki. Idziesz tak cichutko, jakbyś do szkoły szła, a cały las aż tętni radością.
Czerwony Kapturek rozejrzała się i zobaczyła dookoła barwne kwiaty. Pomyślała: „Babci na pewno spodobałby się świeży bukiet”. Zeszła więc ze ścieżki, by nazbierać kwiatów. Za każdym razem, gdy znalazła ładny, kawałek dalej dostrzegała jeszcze piękniejszy and tak błąkała się coraz głębiej w las.
Tymczasem wilk popędził prosto do chatki babci. Zapukał łapą do drzwi. — Kto tam? — odezwała się słabym głosem babcia. — To ja, Czerwony Kapturek — odparł wilk, naśladując głos dziewczynki. — Przyniosłam ci ciasto i sok. — Podnieś zasuwkę i wejdź, dziecko — powiedziała babcia. — Jestem zbyt słaba, żeby wstać.
Wilk otworzył drzwi i wszedł do środka. Szybko zamknął babcię na klucz w piwnicy. Potem wciągnął na głowę jej czepek i wsunął na nos okulary, wdrapał się do łóżka i naciągnął kołdrę aż po brodę.
Po chwili Czerwony Kapturek przypomniała sobie o babci i z naręczem kwiatów pospiesznie wróciła na ścieżkę. Gdy dotarła do chatki, zauważyła, że drzwi stoją otworem. Poczuła lekki niepokój, ale weszła do środka i zawołała: — Dzień dobry, Babciu! Nikt nie odpowiedział.
Na palcach podeszła do sypialni i zobaczyła babcię leżącą w łóżku, jakąś dziwną, z czepkiem naciągniętym głęboko na czoło. — Och, Babciu, jakie ty masz wielkie uszy! — powiedziała. — Żeby cię lepiej słyszeć, moje dziecko — odparł wilk, siląc się na łagodny głos. — Ale Babciu, jakie masz wielkie oczy! — Żeby cię lepiej widzieć, kochanie. — A Babciu, jakie masz duże ręce! — Żeby cię mocniej przytulić. — Och, ale Babciu, jakie ty masz wielkie usta!
— Żeby cię… — zaczął wilk, lecz nim zdołał dokończyć, Czerwony Kapturek pojęła, że coś jest bardzo nie w porządku. Krzyknęła, ile sił w płucach, a jej głos poniósł się echem po całym lesie.
Właśnie w tej chwili niedaleko przechodził dobry myśliwy. Usłyszał przerażony krzyk Czerwonego Kapturka i popędził do chatki. Spojrzał na łóżko, zobaczył w nim wilka i od razu domyślił się, co się stało. Szybko uniósł strzelbę i strzelił w powietrze. Huk tak przeraził wilka, że ten wyskoczył z łóżka, wypadł przez drzwi i pognał w głąb lasu; więcej już nie pokazywał się w pobliżu wioski.

Myśliwy czym prędzej wszedł do środka i znalazł Czerwonego Kapturka — drżącą, lecz całą. Razem przeszukali chatkę i wkrótce usłyszeli z piwnicy głos babci. Myśliwy odryglował drzwi, a babcia wyszła i przytuliła wnuczkę tak mocno, jak tylko potrafiła.
Usiedli wszyscy troje, a Czerwony Kapturek wręczyła babci ciasto, sok i śliczny bukiecik, który nazbierała. Babcia uśmiechnęła się i od razu poczuła się lepiej — w towarzystwie wnuczki i dobrego myśliwego siły szybko do niej wracały. Czerwony Kapturek postanowiła, że odtąd zawsze będzie słuchać mamy i ilekroć wybierze się do lasu, będzie trzymać się ścieżki.
Od tej pory Czerwony Kapturek była już zawsze ostrożna, a las znów był bezpieczny i spokojny.
