Dawno, dawno temu, na słonecznej łące, na skraju cichego lasu, mieszkała dobra, stara mama świnka i jej trzy małe prosiaczki. Prosiaczki rosły z dnia na dzień, i wkrótce jedzenia zaczęło dla wszystkich brakować. Więc Mama Świnka, trącając je czule ryjkiem i żegnając z miłością, powiedziała: "Czas wam wyruszyć w świat i poszukać własnych przygód. Pamiętajcie, by być grzeczne i sprytne, i zawsze pilnujcie się nawzajem."

Trzy prosiaczki uściskały mamę i ruszyły krętą ścieżką, każde z lekkim sercem i ciekawą główką.
Pierwszy prosiaczek, który kochał słońce i miękkie rzeczy, szybko spotkał życzliwego gospodarza niosącego naręcze złotej słomy. Prosiaczek podreptał do niego i grzecznie zapytał: "Przepraszam, proszę pana, czy mógłbym dostać trochę słomy na budowę domku?" Gospodarz uśmiechnął się na widok dobrych manier prosiaczka i oddał mu słomę. Prosiaczek pracował radośnie, przeplatał i układał, aż zbudował przytulny słomiany domek. Wsunął się do środka, czując dumę i bezpieczeństwo.
Aż pewnego dnia zawitał wilk o długim pysku i bystrych oczach. Powąchał powietrze i wyczuł prosiaczka w słomianym domku. Zapukał do drzwi i zawołał: "Prosiaczku, prosiaczku, wpuść mnie!" Prosiaczek zajrzał przez dziurkę od klucza i zobaczył wielkie wilcze łapy. "Nie, nie, nie! Ani mi się śni!" — odparł dzielnie.
Wilk zmarszczył brwi i warknął: "To ja chuchnę i dmuchnę i twój domek runie!" Wziął głęboki oddech i dmuchnął z całych sił. Słomiany domek rozleciał się, a przestraszony prosiaczek popędził, ile sił w nóżkach, prosto do domku brata.

Drugi prosiaczek, który lubił rzeczy kłujące i solidne, spotkał gospodarza niosącego wiązkę patyków. Grzecznie poprosił: "Przepraszam, proszę pana, czy mógłbym dostać trochę patyków na budowę domku?" Gospodarz, rad z jego manier, dał mu patyki. Prosiaczek zbudował z nich mocny domek, a wkrótce przybiegł też jego zasapany, zaniepokojony brat. Oba prosiaczki uścisnęły się i schowały w środku.
Ale wilk nie był daleko w tyle. Zapukał i zawołał: "Prosiaczki, prosiaczki, wpuśćcie mnie!" Prosiaczki zajrzały przez dziurkę od klucza i zobaczyły wielkie wilcze uszy. "Nie, nie, nie! Ani nam to w głowie!" — odpowiedziały razem.
Wilk wyszczerzył zęby i powiedział: "To ja chuchnę i dmuchnę i wasz domek runie!" Chuchał i dmuchał, i z wielkim świstem patykowy domek rozsypał się w proch. Dwa prosiaczki zapiszczały i pobiegły, co sił w małych nóżkach, aż do domku trzeciego brata.
Trzeci prosiaczek, mądry i przezorny, spotkał murarza dźwigającego ciężki ładunek cegieł. Grzecznie zapytał: "Przepraszam, proszę pana, czy mógłbym dostać trochę cegieł na budowę domku?" Murarz, ujęty dobrymi manierami prosiaczka, podarował mu cegły. Prosiaczek ciężko pracował, układając i dopasowując cegły, aż powstał solidny, bezpieczny dom. Gdy dwaj bracia przybiegli, zaprosił ich do środka i razem poczuli się ciepło i bezpiecznie.

Wkrótce pod ceglany domek podszedł wilk. Zapukał i zawołał: "Prosiaczki, prosiaczki, wpuśćcie mnie!" Prosiaczki zajrzały przez dziurkę od klucza i zobaczyły wielkie wilcze oczy. "Nie, nie, nie! Ani nam to w głowie!" — odpowiedziały.
Wilk zawarczał: "To ja chuchnę i dmuchnę i wasz domek runie!" Chuchał i dmuchał, dmuchał i chuchał, lecz ceglany dom stał jak skała. Próbował raz i drugi, i trzeci, ale nie potrafił go zdmuchnąć. W końcu tak się zmęczył, że musiał przysiąść i złapać oddech.
Ale wilk też był przebiegły. Zawołał: „Prosiaczki, prosiaczki, wiem, gdzie rosną dorodne rzepy, całe pole! Jeśli pójdziecie ze mną jutro z rana, nazbieramy na obiad.” Trzeci prosiaczek podziękował wilkowi za pomysł, ale nie dał się tak łatwo nabrać. Nazajutrz wstał skoro świt, poszedł na pole, nazbierał rzepek i, kiedy wilk się zjawił, prosiaczek siedział już w domku i zajadał śniadanie.
Wilk spróbował raz jeszcze i zaproponował, żeby poszli razem do Wesołych Ogrodów rwać jabłka z wielkiej jabłoni. Prosiaczek się zgodził, lecz i tym razem wstał jeszcze wcześniej i, gdy wilk przybył, on już zrywał jabłka. Wilk chciał go schwytać, ale sprytny prosiaczek cisnął jabłko daleko, a gdy wilk pognał za toczącym się owocem, prosiaczek chyłkiem wrócił do domu z koszykiem pełnym jabłek.
Ale wilk nie dawał za wygraną. Zaprosił prosiaczka na jarmark, obiecując coś wyjątkowego. Prosiaczek przytaknął, lecz poszedł wcześniej, nacieszył się jarmarkiem i kupił sobie w prezencie maślnicę. W drodze do domu zobaczył, jak wilk wspina się na wzgórze. Nie mając się gdzie skryć, wskoczył do maślnicy, a ta potoczyła się w dół—turlu-bum, turlu-bum, turlu-bum! Wilk tak się przestraszył toczącej się, piszczącej maślnicy, że w popłochu uciekł.
Nazajutrz wilk wrócił, udając przyjacielskiego, lecz prosiaczek opowiedział mu o maślnicy. Wilk wpadł w złość i postanowił, że zejdzie kominem i dorwie prosiaczki raz na zawsze.
Ale sprytny trzeci prosiaczek miał plan. Postawił na ogniu wielki gar wody, by zawrzała. Gdy wilk wdrapał się na dach i zaczął schodzić kominem, prosiaczek szybko zdjął pokrywkę. Wilk zsunął się w dół i—chlup!—wpadł prosto do gorącej wody! Zawył, wyskoczył z powrotem kominem, z osmalonym ogonem i piekącymi łapami. Uciekł od ceglanego domku i już nigdy więcej nie zaczepiał trzech małych prosiaczków.
Trzy małe prosiaczki uściskały się i wiedziały, że nareszcie są bezpieczne w swoim mocnym ceglanym domku, gdzie mogły żyć szczęśliwie i spokojnie, zawsze pamiętając, by być sprytne, dobre i odważne.
