Na cichej łące, gdzie trawa szeptała, a księżyc wisiał jak srebrny guzik, mieszkała maleńka myszka o imieniu Nora.
Nora miała miękkie brązowe futerko, bystre, ciekawe oczy i mały niebieski szalik, który wydziergała dla niej babcia. Kochała okruszki sera, miękkie posłania z mchu i słuchanie, jak wiatr opowiada sekrety wśród trzcin.
Ale Nora miała jeden mały problem.
Zawsze była zbyt zajęta, by zasnąć.
Kiedy inne myszki zwijały się w gniazdkach, Nora biegała po norkach, liczyła ziarenka i znów i znów wyglądała z nory. „A co, jeśli przegapię coś wspaniałego?” — szeptała.
Pewnego wieczoru, gdy niebo zrobiło się koloru borówek, Nora usłyszała dźwięk, jakiego nigdy wcześniej nie słyszała.
Cing… cing… cing…
Był miękki, jak maleńkie dzwoneczki zrobione z światła księżyca.
Nora owinęła się ciaśniej niebieskim szalikiem i poszła za dźwiękiem przez łąkę. Obok starego pnia dębu. Obok śpiących żab. Obok kałuży, w której leżał kawałek księżyca.
Na skraju łąki stała brama ze splecionych pnączy.
Nigdy wcześniej jej tam nie było.
Wąsy Nory zadrżały. „Halo?” — pisnęła.
Brama otworzyła się z łagodnym westchnieniem.
Za nią leżał Ogród Nocy.
Kwiaty blade jak mleko świeciły miękko wśród liści. Srebrne płatki otwierały się jeden po drugim. Świetliki unosiły się jak latające latarenki. Powietrze pachniało miodem i chłodnym deszczem.
Łapki Nory zatonęły w najmiększym mchu, jaki kiedykolwiek czuła.
„Och” — wyszeptała. „Jakie to piękne.”
Spoza kępy księżycowych kwiatów wyszedł wysoki zając o futrze w kolorze mgły. Na szyi miał maleńki dzwoneczek.
„Witaj, Noro” — powiedział zając życzliwie. „Jestem Lumen, strażnik Ogrodu Nocy.”
„Znasz moje imię?” — zapytała Nora.
„Ogród Nocy zna każde małe stworzenie, które nie może odpocząć” — uśmiechnął się Lumen. „Czy chciałabyś nam dziś pomóc?”
Serce Nory zatrzepotało jak ćma. „Pomóc? Ja?”
„Tak” — rzekł Lumen. „Nocne kwiaty kwitną, gdy dzieci śpią. Ale niektóre otwierają się w niewłaściwych miejscach. Potrzebują delikatnego przyjaciela, który ułoży je do snu.”
Nora stanęła tak prosto, jak tylko maleńka myszka potrafi. „Dam radę.”
Lumen dał jej koszyk spleciony z trawy gwiazd. W środku drżały i świeciły trzy małe nocne kwiaty.
„Te trzy się zgubiły” — powiedział Lumen. „Znajdź im miękkie posłania z mchu, szepnij coś miłego, a będą spały aż do świtu.”
Nora skinęła poważnie głową i wyruszyła ścieżką ze świecących kamyków.
Pierwszy kwiat był nieśmiały i niebieski. Schował się za kamykiem w kształcie serca.
„Nie bój się” — szepnęła Nora. „Znajdę ci ciche miejsce.”

Zaniosła go do kręgu mchu pod paprocią. Delikatnie ugniotła ziemię, wygładziła płatki i zaśpiewała cichą piosenkę, którą kiedyś nuciła babcia.
Kwiat przestał drżeć i z westchnieniem szczęścia zamknął płatki.
„Jeden” — szepnęła Nora.
Drugi kwiat był jasny i złoty, podskakiwał w koszyku, jakby chciał tańczyć bez końca.
„Możesz zatańczyć jutro” — zachichotała Nora. „Dziś czas na odpoczynek.”
Ułożyła go obok śpiącego chrząszcza pod grzybowym parasolem. Złoty kwiat zakręcił się jeszcze raz, potem wtulił się i świecił jak świeca za firanką.
„Dwa” — szepnęła Nora.
Trzeci kwiat był najmniejszy ze wszystkich, blady jak perła, i płakał maleńkimi srebrnymi łzami.
„Dlaczego jesteś smutny?” — zapytała Nora.
„Boję się ciemności” — pociągnął noskiem mały kwiat.
Nora pomyślała uważnie. Potem zdjęła niebieski szalik i luźno owinęła nim łodygę kwiatu.
„Zrobiła go babcia” — powiedziała. „Zawsze dodaje mi odwagi. Możesz go pożyczyć na tę noc.”
Perłowy kwiat pociągnął noskiem jeszcze raz, a potem uśmiechnął się wszystkimi płatkami. Nora ułożyła go w miękkiej dziupli pod kamieniem ozdobionym rosą.
„Trzy” — szepnęła Nora.
Kiedy wróciła, Lumen czekał przy bramie. Ogród Nocy wydawał się teraz cichszy, jakby cały świat oddychał powoli.
„Poradziłaś sobie wspaniale” — rzekł Lumen. „Ponieważ pomogłaś innym odpocząć, możesz wziąć prezent.”
Położył coś maleńkiego w łapkach Nory: nasionko, które błyszczało jak szron.
„Zasadź je koło swojej nory” — powiedział Lumen. „Kiedy poczujesz, że jesteś zbyt zajęta, by spać, przypomni ci, że nawet najbardziej zabiegane serca potrzebują ciszy.”
Nora podziękowała i skłoniła się tak głęboko, że wąsy musnęły mech.
Gdy wróciła przez bramę z pnączy, Ogród Nocy zniknął wśród zwykłej łąkowej trawy. Został tylko uśmiechnięty księżyc.
W domu Nora zasadziła lśniące nasionko przy drzwiach. Umyła łapki, złożyła listek w poduszkę i zwinęła się w gniazdku.
Po raz pierwszy od wielu nocy nie wyglądała już na zewnątrz znów i znów.
Zamknęła oczy.
Posłuchała wiatru.
Pomyślała o nieśmiałych niebieskich płatkach, tańczącym złotym świetle i perłowym kwiecie owiniętym w jej szalik.
I Nora zasnęła.
Za norką maleńkie nasionko otworzyło się odrobinę, świecąc łagodnie aż do rana.
A od tamtej nocy, ilekroć Nora robiła się niespokojna, wspominała Ogród Nocy: że cicha praca może być wspaniała, że dobroć pomaga innym odpocząć i że każda dzielna mała myszka zasługuje na miękkie sny.
Koniec.

