W małej wiosce, otoczonej łanami złocistego zboża i wysokimi, szumiącymi drzewami, mieszkali brat i siostra, Tim i Mia. Tim miał siedem lat, był żywy i żądny przygód, ciągle biegał, wspinał się i wymyślał nowe zabawy. Mia miała pięć lat, była delikatna i zamyślona, a jej wielkie oczy iskrzyły się, ilekroć się śmiała.
Bardzo się kochali, lecz jedna rzecz często psuła im wspólną zabawę. Tim nie lubił się dzielić.
Ulubioną zabawką Tima był drewniany samochodzik. Pędził nim po podłodze, alejkami w ogrodzie, a czasem nawet po kuchennym stole, za co mama go karciła. Mia z kolei miała miękką, szmacianą lalkę o włosach ze złotej włóczki. Przebierała ją w maleńkie ubranka i szeptała jej sekrety przed snem.

Ilekroć Mia pytała: „Tim, mogę spróbować twojego autka?”, on tulił je do siebie i kręcił głową. „Nie, to moje! Zepsujesz.”
A gdy Tim chciał pożyczyć jej lalkę, żeby „przejechała się” jego autem, Mia marszczyła brwi. „Nie, Tim, ona jest moja. Ubrudzisz ją.”
I tak często bawili się osobno, każdy strzegąc swojej ulubionej zabawki, a oboje czuli się przez to trochę samotni.
Pewnego jasnego poranka po wiosce rozniosła się wieść: zawitał wędrowny jarmark! Na łące rozstawiano stragany, na wietrze łopotały kolorowe wstążki, a powietrze pachniało miodowymi ciastkami i prażonymi orzechami.
Tim i Mia nie mogli się doczekać. Trzymając się za ręce, pobiegli piaszczystą drogą, aż przywitały ich dźwięki skrzypiec i śmiechu.
Na jarmarku czekały cuda: żonglerzy podrzucający jabłka wysoko w powietrze, muzycy wygrywający skoczne melodie, a na straganach – zabawki wszelakich kształtów i rozmiarów. Wśród nich był jeden stragan inny niż wszystkie. Niewielki, nakryty wyblakłym, niebieskim suknem, a za nim siedział staruszek o życzliwej twarzy i błyszczących oczach.

Na jego stoliku leżały wystrugane z drewna zabawki, wypolerowane kamyki migoczące w świetle oraz słodycze owinięte w złocisty papier.
„Podejdźcie bliżej, dzieci” – powiedział staruszek łagodnym głosem. – „Sprzedaję coś więcej niż zabawki — sprzedaję odrobinę magii.”
Oczy Tima rozszerzyły się. „Magii? Naprawdę?”
Mężczyzna uśmiechnął się. „Tak, ale nie takiej, jak w bajkach. Magia, o której mówię, mieszka w waszym sercu. Prawdziwa dzieje się wtedy, gdy się dzielicie.”
Mia przechyliła głowę. „Kiedy się dzielimy?”
Staruszek skinął. „Tak. Zabawka, którą bawisz się sam, to tylko drewno albo szmatka. Ale kiedy ją komuś dasz do wspólnej zabawy, ożywa śmiechem. To jest prawdziwa magia.”
Tim zmarszczył brwi. „To nie brzmi jak żadna magia. To brzmi… nudno.” Pociągnął Mię za rękę i odszedł.
Mia obejrzała się jeszcze przez ramię. Staruszek tylko uśmiechnął się i pomachał.
Tego samego dnia Tim zobaczył na innym straganie drewniany bączek. Był jaskrawo niebieski i kręcił się przepięknie. Prosił mamę tak długo, aż w końcu się zgodziła i kupiła mu go.
„Mogę zakręcić?” – zapytała Mia z przejęciem, kiedy wracali do domu.
„Nie!” – odparł stanowczo Tim. – „To moje. Zepsujesz.”
Mia westchnęła i nic nie powiedziała.

W domu Tim kręcił swoim nowym bączkiem raz po raz. Na początku wirował idealnie. Aż wreszcie, po jednym nieuważnym rzucie, bączek uderzył w nogę stołu i pękł. Zachybotał się i upadł, już nie kręcił się jak dawniej.
Ramiona Tima opadły. Jego wspaniała nowa zabawka była zniszczona.
Mia przyszła i usiadła obok. Spojrzała na pęknięty bączek, potem na zasmuconą twarz brata. Powoli wyciągnęła do niego swoją lalkę.
„Proszę” – powiedziała cicho. – „Możesz się nią pobawić, jeśli chcesz. Jej to nie przeszkadza.”
Tim popatrzył na nią ze zdumieniem. „Ale… ja nigdy nie pozwalałem ci bawić się moimi rzeczami. Dlaczego ty pozwalasz mi bawić się swoją?”
Mia wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się. „Bo jest ci smutno. A może tak będzie ci lepiej.”
Tim delikatnie przytulił lalkę. Coś ciepłego poruszyło się w jego piersi.
Tej nocy, kiedy Tim leżał już w łóżku, przyśnił mu się niezwykły sen. Stał w krainie świetlistych barw. Niebo było purpurowe, trawa połyskiwała srebrem, a powietrze skrzyło się śmiechem. Przed nim stał staruszek z jarmarku.
„Znowu pan!” – zawołał Tim.
Staruszek zachichotał. „A jakże, to znowu ja. Dzisiaj czegoś się nauczyłeś, prawda?”
Tim spuścił głowę. „Chyba… Mia podzieliła się ze mną swoją lalką, choć ja nie dzieliłem się z nią. Dzięki temu poczułem się… dobrze. Jakbym nie był sam.”
Mężczyzna skinął głową. „To właśnie ta magia, o której mówiłem. Patrz.”
Machnął dłonią i nagle w śnie pojawiła się Mia, trzymając swoją lalkę. Pęknięty bączek Tima znów był cały w jego rękach.

Gdy tylko Tim podał Mii swój bączek, a ona dała mu swoją lalkę, zabawki zaczęły jaśnieć. Lalka migała jak gwiazda, a bączek wirował w powietrzu, rozsypując iskierki. Dookoła kraina ożyła — drzewa zakwitły, motyle zatańczyły, a powietrze wypełnił śmiech.
„Widzisz, Tim?” — rzekł łagodnie staruszek. — „Kiedy się dzielisz, radość rośnie. Podwaja się i potraja, aż każdy jest bogatszy niż przedtem. To jest prawdziwa magia.”
Tim spojrzał na Mię, która śmiała się, gdy bączek kreślił na niebie srebrne smugi światła. Po raz pierwszy zrozumiał.
Następnego ranka Tim obudził się z tym snem wciąż w sercu. Spojrzał na Mię, która cicho bawiła się lalką.
„Mia?” — zapytał.
Podniosła wzrok. „Tak?”
Tim wziął głęboki oddech. „Chciałabyś… pobawić się dziś moim autkiem?”
Jej oczy rozbłysły. „Naprawdę?”
„Naprawdę” — powiedział Tim. — „A może… może ja też pobawię się twoją lalką. Wymyślimy im wspólne przygody.”
Mia podskoczyła i przytuliła go. „Tak! Zróbmy to!”
I tak spędzili cały dzień, wymyślając opowieści: lalka jechała autkiem do piekarni, autko pędziło przez góry, a lalka wiwatowała; obie zabawki śmiały się razem, jakby od zawsze były stworzone do wspólnej zabawy.

Ich śmiech wypełnił mały dom, wylewając się aż na wiejską drogę. A od tego dnia Tim i Mia odkryli, że zabawy są barwniejsze, zabawki szczęśliwsze, a życie bogatsze, kiedy się dzielą.
Morał
Kiedy się dzielimy, radość się mnoży. Prawdziwa magia nie tkwi w tym, co zatrzymujemy dla siebie, lecz w tym, co dajemy.
Ciąg dalszy opowieści:
